Polski

I Google Moja Matka ... Alma Yoray


by Natalia Laska-Hennessy

Tel Aviv, rok 2009. Rony Epstein ma 48 lat i firmę Sadna, która jako pierwsza w Izraelu zakłada profesjonalne profile internetowe. Rony jest autorem witryny dla Mosadu, dla premiera Szymona Peresa i izraelskich salonów IKEA. W marinie stoi jego jacht. Rony cieszy się też z nowonarodzonego synka. Czasami patrzy na niemowlaka i zastanawia się kim byli jego dalecy krewni. Sam, o swoim pochodzeniu wie niewiele. Potrafi zakpić: „mam dobre geny, ale nie wiem po kim. To przykre”.



Rok później na swojej stronie internetowej zamieszcza post ze zdjęciem malca: „Shay urodzony w szpitalu w Jerozolimie, mój syn. Nazywam się Rony Epstein, jestem jedynym dzieckiem Almy, która oddała mnie do adopcji w 1961 roku.” To żona zwraca mu uwagę na wyścig z czasem. „Rony, kochanie jeżeli chcesz spotkać swoją biologiczną matkę, zrób to teraz. Jeśli będziesz dłużej zwlekał,  ona może tego nie dożyć.”  

Bezpieczne miejsce

Berlin Zachodni, rok 1961. Zima, muru berlińskiego jeszcze nie ma. Wschodni Niemcy dyskretnie wyprowadzają się na zachód do strefy okupowanej od końca wojny przez aliantów. We wschodnim Berlinie zaczyna brakować dentystów. Nowy prezydent USA, John Kennedy spotyka się z Chruszczowem i zapowiada w relacjach amerykańsko – sowieckich wielkie ochłodzenie. Zaraz zaczynie się Kryzys Berliński. Almie rośnie brzuch. 
Amerykański konsulat organizuje dla niej przejazd z berlińskiego mieszkania na stację kolejową i bilety na pociąg. Kochanką szpiega interesują się wywiady wschodni i zachodnioniemiecki.
Alma jest naiwna. Nie wiadomo, czy zdaje sobie sprawę, że podziwiana przez nią nauczycielka tańca Mary Wigman w latach 30. na życzenie Nazistów, z dnia na dzień wyrzuciła ze swoich zajęć wszystkich żydowskich uczniów.  
Przez kilka miesięcy Alma błąka się po Europie, odwiedza krewnych. Ocaleli z Shoah, są bardzo gościnni. Rzym, Paryż, Hamburg. Podczas jednej z podróży spotyka grupę Izraelczyków z organizacji syjonistycznej, rekrutującej diasporę do „Aliyah” – powrotu do żydowskiej ojczyzny. Alma kładzie rękę na brzuchu wielkości piłki i opowiada swoją historię. Dostaje adres kibucu. 

Facebook dla Almy

Rony Epstein: „Założyłem profil „Alma, my life” na Facebooku. Chcę żeby moja mama została zapamiętana jako postać niezwykła. Była artystką i świetną tancerką.
Z profilu Facebook: „Alma wzrastała w Bostonie. Jej ojciec, Edward „sale manager” handlował nieruchomościami, matka przestawiała się jako „house wife” i urodziła dwie córki. Edward jedną z nich nazywał „Butch”, bo chciał żeby była chłopcem, nieco później namawiał ją do studiów na Massachusetts Institute of Technology. „Butch” miała na imię Ella i została etnomuzykologiem, w swojej autobiografii napisała kilka słów o siostrze, Almie: „Kiedy rodzice przynieśli ją ze szpitala wyglądała uroczo. Dałam jej bukiecik fiołków. Potem skupiła na sobie całą uwagę domu. Znienawidziłam ją”. W dorosłym życiu, Ella ostatecznie zerwie z rodziną („ojciec - alkoholik, oziębła matka”) zmieniając nazwisko na Mahler, ulubionego kompozytora. Siostry, Ella i Alma nigdy się nie polubiły. 
Alma Swartz w high school jest chearliderką, u chłopców ma opinię obiektu nie do poderwania. W latach 50. hippiska. Mieszka w komunie pośrodku lasu w Main, drewniane budki są azylem dla brodatych kontestatorów amerykańskiej wojny w Wietnamie i ich długowłosych girlfriends. 
Alma tańczy. Bierze lekcje u Madame Ana Roje, imigrantki z Jugosławii. Alma nie lubi baletu. Lepiej czuje nowoczesne układy, pełne ekspresyjnych trochę operetkowych gestów. „Wszystko co nie związane z tańcem wydaje mi się nudne, bezpłodne i zapełnia życie bez sensu. Nikomu tego nie mówiłam, nawet sama sobie, że muszę tańczyć. Bez tańca nie ma dla mnie życia”. 

Nie będę matką

Izrael, 1961, kibuc Zikim, osada drewnianych chatek tuż obok granicy z Egiptem. Izrael poszerza właśnie terytoria o Strefę Gazy i półwysep Synaj. Pod naciskiem ONZ ziemie wracają jednak do Egiptu. Izrael na kilka lat wróci do pokojowej konkwisty pustyni pod kibuce i moszawy rodzaj spółdzielni rolniczych.  „Najlepsza robota na świecie – obieranie ziemniaków, pisze w dzienniku Alma - Pracuję ciężko. Nie wiem, do cholery po co tu przyjechałam. Czuję, że oni uważają to za jakiś brudny trick. Mówią o społeczności ale tak naprawdę każdy dba o siebie. Wszyscy ci cholerni Żydzi, tak bardzo z siebie dumni. Przeklinają asymilację, odrzucanie żydostwa i wtapianie w inne narody. To jest dokładnie to, co zawsze próbowałam zrobić. Wmieszać się.” Alma notuje też w dzienniku: „Będę matką, nie żartuję –- to niezwykłe czuć poruszające się w brzuchu życie. Było wiele, wiele problemów ale są już rozwiązane. Sprawę dziecka muszę przekazać prawnikowi. Jezu, to będzie trudne. Wiem, że już po wszystkim moje życie tutaj się zatrzyma i będę je za to nienawidzić.”
Rony w 2009 roku: „Nie wykluczone, że konserwatywna społeczność kibucu wymogła na niej decyzję o oddaniu mnie do  adopcji. Mówili jej, że jako samotna matka ma złą reputację”. 
W dziennikach, które Alma pisze przez całe życie, nie ma żadnych informacji poświęconych Kurtowi Metzger. Na jednej ze stron pojawia się tylko jego portret z profilu. Kurt ma na nim karykaturalnie duże usta, słoniowate uszy, widać, że Alma kilka razy poprawiała kreskę, odtwarzającą zarys jego podbródka, jakby nie umiała go sobie przypomnieć. 

Dawid Deszcz

Wrzesień, 1961 rok, szpital Ashkelon. Obok wagi chłopca, godziny narodzin, w papierach pojawia się notatka, że ojciec jest Niemcem i chrześcijaninem. 
Alma zapisuje w pamiętniku: „Bawiłam się z dzieckiem jeden dzień, miałam „great fun”. Potem przyszedł Dr. który był moim znajomym i powiedział: „oddajesz chłopaka”. Potwierdziłam. Tak było lepiej.” Z pamiętnika Almy wiadomo, że tamtego dnia padał deszcz. Na taki pierwszy po wielkiej suszy długiego lata deszcz jest hebrajskie słowo: Yoray. Kiedy spada Yoray dzieci wybiegają na podwórka tańczą i śpiewają. W rubryce imię dziecka Alma wpisuje: Dawid Yoray. 
Alma przed wyjazdem z kibucu zdąży zapełnić kilka stron zeszytu hebrajskimi odpowiednikami angielskich słów: sleep, water, thank you, goodbye. Zdąży też odprawić swojego ojca, Edwarda, który przyjechał z Bostonu, z misją skłonienia córki do zatrzymania dziecka. 
Na dziecko czeka już rodzina adopcyjna. Doktor chemii Yosef Epstein i jego żona Shimona, zwana Moną nie mogą mieć dzieci z powodu blokady psychofizycznej, tak przynajmniej twierdzi ich ginekolog rodzinny profesor Sadovski.  Wybierają jasnowłosego chłopca. Zmieniają mu imię na Rony Epstein. W Izraelu bezdzietne rodziny są jak ziemia jałowa. Bez dzieci trudno wyobrazić sobie życie towarzyskie. Nie masz dzieci? Z powodu choroby? Na pewno kiedyś ci się uda… Naturalnym jest też, że geje i lesbijki, żyjący w trwałych związkach, starają się o przychówek z adopcji. 99 proc. z nich pochodzi z Europy Wschodniej, Brazylii, Filipin, Tajlandii.
Mazeltov! Na szczęście, to okrzyk na cześć spodziewanego nowego członka rodziny.  Izrael, lata 70. Okolice pustyni Negev. Na fotografii Rony w krótkich majtkach obok córek swoich adopcyjnych rodziców wygląda jak żółte pisklę w gnieździe jaskółek. Młodsze siostry: Gili i Zoher mają podręcznikowo semicką urodę i hebanowe włosy. Złośliwa stara sąsiadka woła „Nazi”, ile razy przyłapuje jasnowłosego chłopaka na grze piłką pod jej oknem. - Moi adopcyjni rodzice byli wspaniali, chcieli pomóc, powiedzieli wszystko, co wiedzieli. Znałem imię i nazwisko mojej matki, wiedziałem, że była Amerykanką.  

Izrael, Polska

Wybrzeże Morza Śródziemnego, 1982 rok. Operacja „Pokój dla Galilei”, zwana Pierwszą Wojną Libańską. Rony jest na pokładzie jednego z czternastu izraelskich okrętów desantowych niszczących bazy PLO (organizacja wyzwolenia Palestyny). Pierwsza bojowa akcja Ronego, który skończył prestiżową Akademię Morską z tytułem oficera nawigacji, polega na pływaniu w tą i z powrotem wzdłuż wybrzeża Libanu. 
Po wojnie Rony wybiera studia o kierunku architektura i projektowanie. Otwiera firmę projektowania dla Internetu. - Każdego zarobionego dolara inwestowałem w ludzi pracujących dla mnie. Wiedziałem dokąd zmierzam ale nie wiedziałem skąd jestem - opowiada. - Wreszcie napisałem podanie do ośrodka adopcyjnego w Jaffie, z prośbą o udostępnienie mojej teczki. 
Jest rok 2000. W papierach nie ma niczego, czego by Rony nie wiedział. Po latach okaże się jednak, że ośrodek „zawieruszył” list Almy, która w 1993 roku odwiedziła Izrael. Szukała syna, ale nie dano jej adresu rodziny adopcyjnej, więc zostawiła list. - Ośrodek bawił się w Boga. Taki mieli system. Fakt, że Alma przebywała poza Izraelem, sytuował ją w pozycji, „obcego”, kogoś komu się nie ufa. Miałem dobrych, kochających żydowskich rodziców. I tak miało zostać.
Tymczasem Rony odkrywa istnienie amerykańskich Yellow Pages. Szuka po całych Stanach Almy Swartz. Nie wie, że zmieniła nazwisko. Obdzwania ze 200 numerów, ale bez efektu, więc w końcu zatrudnia bardzo kosztownego amerykańskiego detektywa. Jim jest też hackerem internetowym, potrafił logować się w państwowych systemach informacyjnych. I tak dowiaduje się, że Alma zmieniła nazwisko.  Zrobiła to w 1977 roku w Ameryce, przed pierwszym publicznym występem na scenie miasteczka Ellsworth, gdzie zatańczyła solo owinięta w białe elastyczne prześcieradło jak w całun. Jej występ zapowiadał wielki afisz: „Alma Yoray, Dancer”.
Nowe nazwisko było  nazwiskiem jej syna. 

Medytacje na wsi

Tymczasem w polskich Karkonoszach, pod potoczną nazwą osadnictwo buddyjskie rozwija się sangha – świątynia buddyjska. „Bosko” jest miejscowym cwaniakiem, który nawiedzonym frajerom z miast sprzedaje zrujnowane nieruchomości. Chałupy ledwo stoją, mają progi z gipsu, malowane na biało. Poniemieckie kurhausy z koronkową stolarką, gierkowski dom wypoczynkowy Kalinka i piękne widoki. Buddystom się podoba. Alma trafia do Ośrodka Sangha we wsi Przesieka. Nie do końca wiadomo, kto ją tu sprowadził Almę. Pierwszym ogniwem mógł być Denis Merzel, Żyd – buddysta z Kalifornii, znany ze erotycznej słabości do mniszek. Denis był związany z grupą Sangha Kandzeon, inspirowaną książką Philipa Caplo „Trzy filary Zen”. Alma wprowadza się do jednego z domów, mówi na niego „Różowy Słoń”. Nazwa się nie przyjmuje.
Alma angażuje się w pomoc dla dzieci ze wsi. Szczególnie bliski  jest jej niepełnosprawny Piotruś. Kiedy wyjeżdża do Ameryki, każe sąsiadowi prowadzić dziennik, i notować w nim tematy wycieczek dla Piotrusia, listę zakupów do szkoły, prezenty. Do Almy przychodzi matka Piotrusia i prosi o zostawienie syna w spokoju: „Nie wygram konkurencji z panią…”.
Tymczasem Jim namierza niejaką Almę Yoray w Beth, w stanie Maine. Odwiedza studio tańca Almy, ale jej nie zastaje. Sąsiadka Almy, pani Sylvia Young jest podejrzliwa. Jim kłamie, że przyjechał na życzenie umierającej matki, której zależy na odnalezieniu starej znajomej. Dowiaduje się, że Alma jest już w Polsce. Jest 2001 rok.  

Razem w wieży

Tel Aviv. Rony jest trochę zły, że detektyw zapomina zapytać czy Alma ma męża i dzieci. Jak zwykle siedzi do północy w biurze. Wrzuca do wyszukiwarki Google kolejne kombinacje słów – kluczy: Alma Yoray, modern dance. Albo: Alma, Polska i wreszcie wyskakuje skromnie zaprojektowana strona internetowa. Przesieka, ulica Bukowy Gaj. Małymi literami dopisek o warsztatach prowadzonych przez A. Yoray.  - Pognałem do polskiej księgarni w Tel Avivie i kupiłem przewodnik po Polsce – wspomina Rony. - Znalazłem dwie linijki tekstu o Karkonoszach i byłem gotów do drogi. 
Do torby podróżnej wkłada album z fotografiami z wojska, domu i rodziny. Z lotniska do Przesieki wiezie go taksówkarz.  - Siedziała na końcu długiego stołu, wokół był tłum ludzi. Powiedziałem: „Cześć, Alma, Good Evening – i porosiłem o rozmowę na osobności. Wahała się więc zacząłem od nowa: Jestem ważnym gościem z Izraela.  Popatrzyła jeszcze bardziej nieufnie. Byłaś kiedyś w Izraelu, i zapomniałaś o czymś…. 
Wzięła oddech i zapytała: „Wyjaśnij mi proszę, po kim odziedziczyłeś takie wielkie uszy?” . 
Ulubionym miejscem Almy było Tower. Wieża, którą sama zaprojektowała. Coś jak dwie postawione na sobie kawalerki, wewnętrzne schody jak drabina, kamienne fundamenty. Orientalizujące wnętrze,  przesuwane drzwi, asceza, białe ściany, białe kafle w łazience, podgrzewacz wody made in USA i koza Jutul. Spędzają w tej wieży tydzień. Zamknięci w środku rozmawiają godzinami bez przerwy.
18 października 2010 roku Alma Yoray zmarła na raka płuc. Jej prochy zostały rozrzucone na łące w Przesiece. 
Dziś, Rony nadal nieskromnie ocenia swoje geny, tym bardziej, że poznał ich źródło. W religii żydowskiej pozycja matki jest wyjątkowa. Jej płodność decyduje o sensie małżeństwa. Żydowskość dziedziczy się po matce, od matki więc dostaje się najważniejsze geny. 

-------------------------------------

Natalia Laska-Hennessy is Independent reporter and photographer specialising in social reporting. Among other titles, she has published in the Polish weekly Polityka, Gazeta Wyborcza Magazine, Newsweek, Życie, Elle, Playboy and the German magazines Polen+ and FrauenRat. She has worked in the editorial office of “Talk-szok” with Piotr Najsztub and Jacek Żakowski in TVP1, and for a talk show for Channel 4 (Poland). Nominated for the “Oczy Otwarte” Award (“Eyes Open”) by the Association of Friends for the Integration of People with Disabilities and the Journalist Award by the Foundation for Polish-German Co-operation (Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej). She was awarded a scholarship from the Friedrich-Ebert-Stiftung under the Project ‘Polish-German Journalistic Tandem’.

http://www.applerepublic.net/